[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sobą ważny dzień.
Chłopiec natychmiast uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Rzeczywiście. Mamo, mam powiedzieć Marcy, żeby
poszła do domu?
- To moja sprawa. Idz spać, synku - potrząsnęła głową
Lynn.
- Dobra, już idę. - Pocałował ją w policzek i spojrzał
porozumiewawczo na Rydera. - Kobiety lubią takie rzeczy -
wyjaśnił, jakby chciał zaznaczyć, że nie ma zwyczaju cało-
wania dziewczyn.
- Wiem - odparł Ryder.
Jason powlókł się po schodach na górę. Lynn stała z zało-
żonymi rękami i patrzyła za nim.
- Zawsze wymyśla jakiś pretekst, by nie kłaść się spać.
Nie pamiętam, żeby kiedyś poszedł do łóżka bez dyskusji.
Widząc, jak bardzo jest zmęczona, Ryder postanowił wró-
cić do siebie. Nie miał na to ochoty, ale najważniejsze było
samopoczucie Lynn.
- Będę się zbierał - mruknął. Nie zaproponowała, by został
dłużej. Nie odprowadziła go nawet do drzwi. Poczuł się lekko
urażony. Było oczywiste, że z chęcią się go pozbywa, i to go
ubodło. Na pocieszenie powiedział sobie, że przecież bardzo
się do niej zbliżył, choć nadal miał do przebycia daleką drogę.
Bariera między nimi znikała, kiedy ją całował. Uświadomienie
sobie tego znacznie poprawiło mu humor.
Następnego popołudnia Lynn siedziała w gabinecie, prze-
konując samą siebie, że powinna zadzwonić do Rydera. Nie
mogła już tego odkładać. Wystukała numer do jego biura z
taką siłą, jakby chciała ukarać telefon, że musi to zrobić. Choć
było to idiotyczne, wolała kontaktować się z nim w kancelarii.
Wtedy rozmowa brzmiała jakoś mniej osobiście, niż gdyby
dzwoniła do domu. Miętosiła w palcach jego wizytówkę,
dopóki sekretarka nie podniosła słuchawki.
- Chciałabym rozmawiać z Ryderem Matthewsem.
- Kogo mam przedstawić?
Lynn już miała na końcu języka pytanie, ile kobiet do
niego wydzwania, ale w porę zdała sobie sprawę, że to śmie-
szne. Zreflektowała siei odparła:
- Lynn Danfort. Jeżeli jest zajęty, niech oddzwoni.
- Przełączam panią - powiedziała kobieta.
- Lynn, co za miła niespodzianka! - Ryder natychmiast
odebrał telefon. - Co mogę dla ciebie zrobić?
- Dzień dobry. Chodzi o sobotnią wyprawę. Hm... zasta-
nawiałam się... gdybym tak jednak zdecydowała się wybrać z
wami...
- Byłoby świetnie. Bardzo bym się ucieszył.
- Rozmawiałam z moją pracownicą. Zgodziła się mnie
zastąpić. - Lynn nie zamierzała wyjaśniać, co jeszcze powie-
działa Sharon, która uważała, że odrzucenie propozycji spę-
dzenia soboty z Ryderem Matthewsem byłoby niewybaczal-
nym błędem. Nawet razem z dziećmi. Natomiast Lynn miała
świadomość, że miotają nią sprzeczne uczucia. Obiecywała
sobie unikać Rydera, lecz sprzeniewierzała się raz po razie
danemu sobie słowu, ponieważ ciągle coś ich do siebie zbli-
żało.
Chciałaby bardzo móc winić Rydera za wszystko, co się
między nimi wydarzyło, lecz nie uratowałoby to jej dumy.
Jego bliskość rozpalała ją do białości. Na początku tłumaczyła
sobie, że to dlatego, że od dawna nie była z mężczyzną. Przez
ostatnie kilka lat spotykała się z tym czy owym, nikt jednak
nie wzbudzał w niej takiej namiętności jak Ryder - nikt oprócz
Gary'ego, i to ją przerażało.
- W takim razie spędzmy tam cały dzień. Wyjazd o wpół
do jedenastej?
- Dobrze. - To zaszło już tak daleko, że miała niemal
wrażenie, jakby szykowała się wspólna noc. - Przygotuję
lunch.
- Pamiętaj o kremie do opalania i ręcznikach.
- Jasne. - Sama rozmowa o sobocie dodała jej ochoty do
życia. Od wieków nie spędziła dnia na leniuchowaniu.
- Naprawdę się cieszę, że tam jedziemy.
Ryder. Westchnął i odparł:
- Ja też.
Chociaż skończyli rozmawiać, Lynn nie mogła przestać
myśleć o czekającej ich eskapadzie. Intuicja podpowiadała jej,
że ta sobota wszystko między nimi zmieni.
Rozdział 11
Mamo, patrz!
Lynn i kilkanaście innych kobiet obejrzało się w stronę
basenu, gdzie na falach śmigały dzieciaki. Po chwili zorien-
towała się, że ten chłopięcy głos nie należał do Jasona.
Jason wskoczył do wody w tej samej sekundzie, w której
znalezli się w  Dzikich Falach". Wyszedł z basenu dopiero po
dwóch godzinach. Czuł się w wodzie jak ryba.
Michelle przed wyjazdem spędziła godzinę na upinaniu
włosów. Kiedy Lynn napomknęła, że po fryzurze nie będzie
śladu, gdy wejdzie do wody, spojrzała na nią tak, jakby te
sprawy przekraczały zdolność jej pojmowania, po czym
wyjaśniła, że chce zadbać o włosy, bo nie wiadomo, kogo
spotka. Ten  ktoś" najwyrazniej musiał być chłopakiem.
- Pogodę mamy jak na zamówienie - rzekła Lynn do
Rydera, który z zamkniętymi oczami leżał na kocu. Właśnie
wyszedł z basenu i na jego szczupłym, umięśnionym ciele
lśniły kropelki wody.
- Przecież ją zamówiłem - zażartował. - Pogadałem z
facetem od pogody, że dziś przydałoby się słońce. Jedno słowo
i załatwione.
- Chyba nie doceniałam twoich wpływów -
przekomarzała się, nie próbując nawet ukrywać, jak wspaniale
się czuje. Miał rację: potrzebowała odpoczynku znacznie
bardziej, niż gotowa była przyznać. - Czy załatwiłeś jeszcze
coś, o czym powinnam wiedzieć?
Na jego twarz powoli wypłynął szeroki uśmiech.
- Coś, o czym dowiesz się pózniej. - Otworzył oczy i spoj-
rzał na nią z łobuzerskim uśmieszkiem. - Przygotuj się.
- Na co? - zapytała ze śmiechem. Tak przyjemnie było
choć na ten jeden dzień zapomnieć o rozsądku i pozwolić, by
troski uleciały z wiatrem. Nawet nie zadzwoniła do Sharon
spytać, co się dzieje w salonie. Jeżeli zastępczyni borykała się z
jakimiś problemami, nie chciała o nich wiedzieć.
- Mamo, jestem głodny.
Tym razem to na pewno Jason. Odwróciła się i zobaczyła
go wyłaniającego się z niebieskiej otchłani z maską w jednej
ręce i rurką do nurkowania w drugiej.
Sięgnęła po piknikową przenośną lodówkę i wyjęła ka-
napkę z indykiem oraz puszkę zimnego napoju.
Jason usiadł i zaczął pić.
- Jej, ale tu jest fajnie. Widziałaś, po jakiej fali przed
chwilą jezdziłem?
- Nie bardzo - przyznała. Wyjęła owoce - kilka wielkich,
ulubionych bezpestkowych grejpfrutów Jasona.
- Gdzie jest Michelle? - spytał Ryder, rozglądając się po
zjeżdżalniach.
- Ostatnim razem, gdy ją widziałem, podchodziła do ja-
kiegoś faceta - oświadczył Jason głosem pełnym potępienia. -
Ani razu się nie wykąpała. Kiedy ją zapytałem, dlaczego,
powiedziała, żebym lepiej dał jej spokój. Moim zdaniem ona
nie chce zamoczyć sobie włosów - westchnął i wzruszył ra-
mionami, jakby chciał powiedzieć, że jego siostrze przydałaby
się pomoc lekarska. - Chyba nigdy nie zrozumiem dziewczyn.
- Ja już dawno przestałem je rozumieć - stwierdził Ryder.
- To po co się z nimi w ogóle zadajemy? - spytał Jason
poważnie.
- Jason!
- Ty, mamo, jesteś w porządku - zapewnił ją szybko. -
Chodzi mi o inne dziewczyny. Spójrz na Michelle. Przyje-
chaliśmy w najfajniejsze miejsce na świecie, a ona boi się
wejść do wody powyżej kolan, bo ktoś ją ochłapie. Przecież to
bzdura!
- Wcale nie - musiała zaoponować Lynn. Michelle wkro-
czyła w wiek, kiedy dbałość o wygląd była dla niej najważ-
niejsza. Za parę lat podobnie będzie z Jasonem.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale mama też nie siedzi bez
przerwy w wodzie - zauważył Ryder. Usiadł i uśmiechnął się
do Lynn. /
- Ty też się martwisz o swoją fryzurę?! - wykrzyknął
zdumiony Jason. - Moja własna mama!
- Niezupełnie.
- To dlaczego nie wchodzisz do basenu?
Przeszkadzał jej tłok. Kiedy przyjechali, próbowała
popływać na nadmuchiwanej tratwie, ale szybko otoczył ją tłum
pluskających się wśród fal maluchów. Miała wrażenie, że
wszystkie ciałka tłoczyły się dokładnie tam, gdzie kierowała
tratwę. Potrzebowała więcej miejsca. [ Pobierz całość w formacie PDF ]