[ Pobierz całość w formacie PDF ]

parafialnego kościoła i od niego to miasto przybrało nazwę Pajęczna.
KOZCIÓA BO%7Å‚OGROBCÓW W GNIEyNIE
Gmin gnieznieński pokazuje na zewnętrznych murach tego kościoła maleńkie wydrążenia, które w
znacznej liczbie upatrzyć można; twierdzi on, że to są ślady dusz pokutujących, które raz w rok z
grobów wstają i usiłują wejść do kościoła; znajdując zaś drzwi zawarte, starają dobyć się przez mur i
suchymi palcami kościotrupów wiercą ściany; lecz pracy tej dokonać nie mogą, bo kur zapieje i znowu
wracają na rok ciężkiej w grobie pokuty. Widują ludzie z miasta krzątające się duchy na górze około
kościoła; wszyscy wiedzą o ich ciężkiej pokucie i w modłach nieraz westchną za nimi.
SKARB W LUBONI
W starym zamku, z którego dziś pokazują tylko kopiec, znajdowały się ogromne skarby; każdy nowy
dziedzic Luboni mógł je widzieć we śnie pierwszej nocy swego pobytu w zamku. Skarby te przecież
tylko niewinnymi rękami i bez pomocy żelaza dobyte być mogły. Zabierał się niejeden do wykopania
ich, lecz wstręt jakiś niepojęty przeszkadzał każdemu do wykonania tego zamiaru. I tak wciąż i wciąż
było, aż nową ugodą Lubonia przeszła w ręce pani Zborowskiej dziedziczki ośmdziesięciu wsi
okolicznych.
Po nabyciu Luboni wprowadziła się do zamku nowa dziedziczka i zaraz pierwszej nocy widziała we śnie
owe skarby. Co więcej, widziała je noc po nocy ciągle przez cały rok i przez ten czas równie jak jej
poprzednicy wstrętem przejęta, nie odważyła się ich poszukiwać. Przemogła wreszcie chciwość i po
upłynionym roku postanowiła pani Zborowska przywieść swój zamiar do. skutku. W tym celu powołała
dzieci włościan swoich nie więcej od trzech lat mające i rozkazała im rękami rozrzucać ogromny kopiec.
Ziemia w Luboni urodzajna, lecz twarda, niesłychane trudności stawiała słabym pracownikom. Grozbą
więc zmuszono dziatki, a nawet karano, gdy upadające na siłach pracować nie mogły. Tym sposobem
spiesznie szła robota skraplana krwią niewinnych dziatek. Po długim kopaniu już rozumieją wszyscy, że
skarby są blisko, pokazują się albowiem w ziemi obrabiane głazy, dalej ciągły mur, dalej sklepienie, na
koniec drzwi żelazem okute. Niełatwo było je odbić. Odbito przecież, ale za tymi drzwiami pokazują się
drugie, za drugimi i trzecie, a coraz cięższe i coraz mocniejszym żelazem okute. Wszystkie jednak
wywalono; a za odbiciem ostatnich pani Zborowska postrzega kupy złota tak gęste jedne przy drugich,
tak wysokie, jak kupy plew lub zgonin w spichlerzu. Aakomie rzuca się na złoto pani Zborowska, gdy
niespodzianie okropny jakiś ryk daje się słyszeć ze dworu; wybiegają wszyscy i na pagórku blisko wsi
leżącym, a zwanym łysą górą, spostrzegają jezdzca na koniu, koń był maści szarej; tegoż koloru był i
jezdziec, i ubiór jego. - Szatan mi na imię - ryknął ów jezdziec - i skarby te są moje. Biada temu, kto
się ich dotknie, ogniem karać będę zuchwalca. - Rzekł i zniknął. Wszyscy srodze się przelękli. Pani
Zborowska jedna się nie zlękła, bo zaraz wraca do sklepu, ręce ku skarbom wyciąga i garść złota
bierze. W tejże chwili dochodzą ją głosy domowników: - Gore! Gore w Pawłowicach! - Odbiegają
wszyscy swej pani i biega na ratunek wsi, lecz na próżno! Cała się doszczętnie spaliła.
Nazajutrz pani Zborowska głucha na prośby i zaklęcia swych dworskich, sama jedna powraca do
okropnego sklepu i rękę ku skarbom wyciąga i garść złota bierze i w tejże chwili dolatują ją strwożone
głosy ze dworu: - Gore! Gore w Zdzitowiecku! - Odbiegają swej pani i spieszą na ratunek rzeczonej
wsi, lecz na próżno, bo i ta całkiem spłonęła. I tym sposobem dwanaście wsi spaliło się, a pani
Zborowska nieugięta i niepohamowana w łakomstwie garnęła do siebie złoto, własność szatana.
Spełniła się przecież miarka jej występnej obojętności na nieszczęście bliznich. Poddani jej,
zbuntowawszy się, zamordowali ją i ziemią zarzucili zaklęte skarby.
STARE ZAMCZYSKO W KÓRNIKU
O pół mili od miasteczka Kórnika, śród gęstych zarośli widać gruzy zamku. W zwaliskach jego ukryte są
wielkie skarby, które czyszczą się, to jest palą, tyle razy, ile było złych uczynków popełnionych przy
nabywaniu ich i tyleż razy cierpieć ma dusza dawnego ich właściciela okropne czyśćcowe męki. I tak w
onym zamczysku pilnuje ich diabeł w postaci czarnego koguta z jednej, a jakaś panna z drugiej strony i [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • alwayshope.keep.pl
  •