[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Teraz jeszcze wyrazniejszy stał się uśmiech Johanny Lenz, obecnie skierowany
bezpośrednio do Weckera, któremu widocznie rola upartego mentora bardzo odpowiadała.
Ujawniło się to już podczas pierwszego ich spotkania, mężczyzni zaś przywiązują dużą
wagę do swoich cech i z uporem je pielęgnują. Johannie zdawało się, że wie o tym
dobrze.
- Chętnie zaprosiłabym pana do mieszkania, panie Wecker. Na filiżankę kawy albo
herbaty, czy też kieliszek wina.
- Tego raczej nie da się zrobić, nie teraz - odezwała się spiesznie i rzeczowo Irena. - W
naszym mieszkaniu, jak myślę, nie panuje należyty porządek.
- Jestem wyrozumiały - zapewnił Wecker.
- Faktycznie? - Tym co wywarło teraz szczególne wrażenie na Johannie Lenz, była
wyrazna poufałość między mężczyzną, a jej córką, choć zrozumiała w odniesieniu do Ireny.
- Czy mogłoby być i tak - zapytała z napiętą uwagą Johanna - że nawet dla mnie, w mojej
szczególnej sytuacji znalazłby pan zrozumienie?
Wecker niemal przyjaznie skinął głową, po czym jednak we właściwy sposób zaczął szukać
uzasadnienia. - Wszyscy, i to wcale nierzadko, ulegamy takim czy innym błędom. Wszyscy
też mamy przesądy, popełniamy pomyłki mniejsze i większe, czasem dość lekkomyślnie.
Siebie z tego nie wykluczam.
- Ale pan jest jakiś całkiem inny, niż wszyscy tutaj - powiedziała Irena, która teraz stała
blisko matki.
- Ach, w istocie wcale tak bardzo nie różnię się od innych. Ja tylko próbuję zachowywać
się powściągliwie i jeśli możliwe, nie narzucać się nikomu, oraz nie mieszać się do niczego.
Zamierzam, jeśli będzie to możliwe, nadal żyć sam z sobą i samemu z sobą dojść do ładu. Już
z tym wszystkim mam masę roboty.
- Takiego jednak wrażenia
Adalbert nie robi - zauważyła wesoło Irena. - Raczej wygląda mi na to, że gotów
jest mieszać się do wszystkiego i to bardzo. W ciągu kwadransa zadał mi więcej
pytań, niż wszyscy razem nauczyciele w ciągu tygodnia.
- No to przejrzałaś mnie! -
Wecker uśmiechnął się do niej. - Możliwe jednak, zalecam ci, że powinnaś to
widzieć tak: Starzy ludzie gadają chętnie, jeśli tylko mają uważnych słuchaczy.
Lubią też udzielać dobrych w
zamyśle rad. Nawet
nieproszonych. Choćby sformułowanych w taki sposób: Co by to było, gdybyś teraz
poszła spać? Jako swego rodzaju dziadek, mógłbym dodać, że to już najwyższa pora
dla takich małych dziewczynek.
- Tak, zrobimy to. Bardzo panu za wszystko dziękuję, panie Wecker. - Johanna objęła
ramieniem córkę. - Tym razem, Ireno, nie będziesz sama. Nikt ci nie będzie przeszkadzał albo
cię niepokoił. Zostanę z tobą.
- Jakie to piękne! - Zdawało się, że dziecku wyraznie ulżyło. Jeszcze tylko zapytało: - A
co będzie robił Adalbert, pan Wecker?
- Pójdę trochę sobie pospacerować wśród zimnej, bezchmurnej nocy. - Miał nadzieję, że
będzie potrafił delektować się swoją samotnością. Odejść, odejść od tego wszystkiego!
- Jeśli spacer nie okaże się długi - zaproponowała śpiesznie Irena, nadal wcale nie
zmęczona - mogłybyśmy tymczasem uporządkować nasze mieszkanie i zaparzyć kawę. Co o
tym myślisz, mamo?
Zanim jeszcze mogła zabrzmieć odpowiedz, Wecker powiedział, oczywiście z wielką
przyjemnością: - Dziękuję bardzo. To niezwykle przyjazna propozycja i chętnie kiedyś z niej
skorzystam. Teraz jednak mówię ci moje dziecko: do widzenia. I dobrej, spokojnej nocy, pani
Lenz. Zpijcie dobrze.
** ** **
NIe oglądając się za siebie, Adalbert Wecker poszedł teraz do windy. Pomyślał
sobie, że nie stać go było na taki gest. I tak, zupełnie wbrew woli,
zainwestował tu nazbyt wiele sentymentu.
Kiedy wysiadł z windy na parterze, zauważył dozorcę domu, Tatzera. Ten zdawał
się czekać na niego i to już od pewnego czasu.
- Jest pan wreszcie! - zawołał.
- Diabelnie długo zatrzymał się pan u... tamtej osoby!
- To chyba wyłącznie moja sprawa!
- Dobrze już, dobrze panie
Wecker, bo jeśli o mnie idzie, to niech się panu szczęści. - Tępa, ponura
ociężałość Tatzera zaczęła niebezpiecznie przeradzać się w wesołość. - Teraz
mogę jednak panu zapowiedzieć kolejną przyjemność. Szanowna pani baronowa, ta z
samej góry, przywiązuje wagę do spotkania się z panem. Chce z panem porozmawiać.
- Ja nie chcę.
- Ale, ale, panie Wecker! NIe uchyli się pan przecież od takiego, w uprzejmy sposób
sformułowanego zaproszenia? Nawet pan nie może pozwolić sobie na to. Chyba musi być
panu wiadome, kim jest tamta łaskawa pani.
- W pewnym sensie. Jest mi to jednak obojętne.
Jeśli idzie o tę  łaskawą panią , była nią baronowa Elwira Senker, małżonka druga czy
trzecia pewnego ocenianego na wiele milionów, dziedzicznego przedsiębiorcy działającego w
branży stalowniczej, samochodowej, tworzyw sztucznych i temu podobnych. W tym domu
zaś, na ekskluzywnie rozbudowanym poddaszu, nazywanym też apartamentem, mieszkała ta
dama tylko przez kilka tygodni w roku i to w czasie karnawału albo letniego festiwalu
operowego. Poza tym dama ta zwykła przebywać w Paryżu lub Nowym Jorku, na Rivierze,
Florydzie czy też na Karaibach. No i gdzie tam jeszcze!
- Nasza pani baronowa - Tatzer usiłował wyjaśnić to Weckerowi - ma tu nie tylko
apartament, ale w bloku tym wykupiła wiele innych mieszkań.
- W każdym razie nie kupiła
mojego - stwierdził Wecker. - Jest ono bowiem nadal moją własnością. Dlatego
też jakiekolwiek tutaj własnościowe stosunki tej damy nie obchodzą mnie wcale.
Ona sama też mnie nie interesuje. W żadnej mierze. Czy to oczywiste?
Na co Tatzerowi, który miewał i światlejsze momenty, przyszło na myśl
sformułowanie brzmiące już znacznie lepiej niż poprzednie. - Aaskawa pani prosi
o to, żeby mogła z panem porozmawiać. Można powiedzieć, że poufnie.
- Tego słucha się o wiele lepiej.
- A więc pan...
- Czasami już bywam taki ciekawski - powiedział z niedbałą łaskawością. - Gdyby jednak
pan, panie Tatzer czegoś sobie po tym obiecywał, ostrzegam pana, żeby pan na to nie liczył.
Drzwi do apartamentu znajdowały się zaraz obok tych, które wiodły do jego mieszkania.
Jego wejście odpowiadało jednak dokładnie wszystkim tego rodzaju tworom zainstalowanym
w owej mieszkalnej stajni, było zrobione z płyt sklejki dających się stosunkowo łatwo
rozwalić, podczas gdy droga  na samą górę była zabezpieczona masywną, lśniącą stalową
płytą. Wyglądało to tak, jakby za nią znajdował się skarbiec jakiegoś wielkiego banku.
Ponad drzwiami zainstalowana była kamera telewizyjna, która jednak została wyłączona i to
właśnie teraz, przez niego. Udało mu się to zrobić z pomocą szybkiego zabiegu, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • alwayshope.keep.pl
  •